|
|
Najlepsze aukcje!
ŚWIECąCY PERLATOR KOLOROWY WODOSPAD NAJTANIEJ! (numer 364392114) HIT
światowa nowość już dostępna dla Ciebie świecąca woda kolorowy wodospad
Znudziła ci się szarość wody wypływająca z Twojej baterii zamontuj perlator dzięki któremu woda będzie kolorowa.
Zimna woda wylatując przez perlator świeci na kryształowo-niebiesko, przy ciepłej wodzie zmienia się na czerwoną. Zmiana koloru następuje przy około 37°C. Światełko wyłącza się po zakręceniu wody, a włącza po otwarciu przepływu wody.Montaż dziecinnie łatwy bez użycia narzędzi: Odkręcić stary perlator. W to miejsce wkręcić nowy.
W załączeniu 3 baterie(plus 3 zapasowe), 2 adaptery na gwint, uszczelka, instrukcja w j.obcym. Każdy perlator zapakowany jest w kartonik.
Koszt wysyłki 8,50 zł
KABINA Z HYDROMASAŻEM 900mmx900mmx2080mm OD 1ZŁ! (numer 363225908) SKYPE: Jestesmy dostepni: PN-PT, 8-22Zawsze mozna napisac email :-) Kom: +48791510410Tel/fax: +48322760185 NIECH PAŃSTWA ŁAZIENKA ZAMIENI SIĘ W OSOBIOSTY I PROFESJONALNY SALON SPA !!! CENA SKLEPOWA OK. 8000zł !!! Po wygranej aukcji wpłata 100% kwoty, inne formy płatności dostępne na innych moich aukcjach !!! WITAMY PAŃSTWA SERDECZNIE NA NASZEJ AUKCJI NA KTÓREJ MOGĄ SIĘ PAŃSTWO STAĆ WŁAŚCICIELAMI REWELACYJNEJ I JEDYNEJ TAKIEJ NA ALLEGRO KABINY PRYSZNICOWEJ Z HYDROMASAŻEMOAZA SPOKOJU I RELAKSU DLA CIAŁA I DUCHA. IDEALNE ROZWIĄZANIE ABY ODPOCZĄĆ I ZRELAKSOWAĆ SIĘ PO CIĘŻKIM DNIU PRACY NIEZAPOMNIANE DOZNANIA W SAMOTNOŚCI LUB WE DWOJE ! NIE BYŁO JESZCZE TAKIEJ KABINY DOSTĘPNEJ PO TAK NISKIEJ CENIE. TYLKO U NAS JEST TAKA MOŻLIWOŚĆ !TYLKO U NAS MOŻNA ZA TAK NIEWIELE SPAŁNIAC SWOJE MARZENIA ! Licytacja od 1zł bez minuimum !!!Pisemna gwarancja na 24 miesiące Taka okazja może się nie p...
Czas na kawały!
|> : Kot robi to poprawnie od 20cm wzwyz. Z wysoka tez |> : spada na cztery lapy, tyle ze upadek pozbawia go zdrowia lub zycia |> : (hm, 20m wydaje sie dla kota ciagle bezpieczne).
|> to szoste pietro :( |> wiec jesli mozna prosic w imieniu kotow, to nie na beton lub asfalt...=
To przypomina mi anegdotke o studentach, ktorzy mieli kota w akademiku. Mieszkali na 2. pietrze, i czasem (lekko sobie podchmieliwszy) wyrzucali zwierze za okno, zeby popatrzec jak spada na 4 lapy. W nagrode za cierpienia kot po powrocie dostawal budyn, ktory bardzo lubil. Wszyscy byli szczesliwi, do momentu, gdy kolesie przeniesli sie na 11. pietro. Oczywiscie kota juz nie wyrzucali, ale pewnego dnia zrobili budyn, kot go wyweszyl i, biedak, sam wyskoczyl przez okno (po raz ostatni).
- Gdzie byles? - pyta sie zona swojego meza, ktory wrocil do domu nad ranem. - U kolegi. - Ty pedale!
Przyszedl do ministerstwa interesant i zanim wszedl do gabinetu ministra, pare razy zawolal "O kurwa!". Sekretarka poucza: - Niech pan tak nie klnie. Za chwile bedzie pan rozmawial z ministrem! - O kurwa, to co mam zrobic? - Niech pan zamiast "kurwa" mowi "zaba"... Wreszcie mezczyzna wchodzi do gabinetu. W progu sie potyka, juz chce zaklac, ale wola: - O zaba, potknalem sie! Na to minister: - A skad sie ta kurwa tu wziela?
Jest lekcja. Pani bawi sie z dziecmi w zgadywanki. Dzieci zadaja Pani zagadki, a Pani stara sie odpowiedziec, w miare swych (skromnych) mozliwosci. Przychodzi kolej na Jasia. Jas wstaje i pyta: "Co to jest: dlugi, czerwony i czesto staje?". Pani zaczerwieniona na buzi wola: "Jasiu, jak ty mozesz takie swinstwa..." A Jas na to radosnie: "To autobus, prosze Pani, ale podziwiam Pani tok myslenia!"
W szkole u Jasia bylo malowanie. Pani nauczycielka w ramach zajec z plastyki chciala sprawdzic czy dzieci maja zmysl plastyczny. Wiec pyta sie dzieci jak by pomalowaly klase. Dzieci opowiadaja swoje wizje klasy po malowaniu. Doszlo do Jasia, wiec mowi: - w zasadzie to podoba mi sie tak jak jest, tylko na srodku sciany pierdolnalbym szlaczek. Po tych slowach nauczcielka zlapala sie za glowe i mowi do Jasia: - Jasiu jutro widze cie tu z ojcem. Na drugi dzien Jasiu przychodzi do szkoly z ojcem. Nauczycielka zrelacjonowala mu wiec tresc wczorajszej lekcji: ".. i na koncu mowi ze na srodku sciany pierdolnalby szlaczek." Ojciec popatrzyl na sciane i mowi: - Ma pani racje, rzeczywiscie chujowo.
Z drzwi gabinetu lekarskiego wypada facet kopniety przez zdenerwowanego lekarza. - Nastepny prosze! - Pan doktor chyba dzis nie w humorze. Moze przjde jutro... - Och, nie! Po prostu tamten facet, ktorego od dziesieciu lat lecze na zoltaczke dopiero dzis powiedzial, ze jest Chinczykiem.
qa1
Q: How many IBM cpu's does it take to do a logical right shift? A: 33: 1 to hold the bits and 32 to push the register.
qa2
Q: How many Martians does it take to screw in a lightbulb? A: One and a half.
qa3
Q: How many heterosexual males does it take to screw in a light bulb in San Francisco? A: Both of them.
qa4
Q: Where does virgin wool come from? A: Ugly sheep.
Wisza 3 nietoperze w jaskini: duzy, sredni i maly. Nagle duzy mowi: "Jestem glodny" i wylatuje z jaskini. Po pewnym czasie wraca - mordka cala we krwi. Pyta: "Pamietacie to miasto za wzgorzem?". "Pamietamy". "Mozecie o nim zapomniec, nikt nie przezyl". Po pewnym czasie sredni mowi "Jestem glodny" i wylatuje z jaskini. Wraca z mordka cala we krwi. "Pamietacie ta wioske za lasem?". "Pamietamy". "To mozecie juz o niej zapomniec, nikt nie przezyl". Nagle najmniejszy mowi "Jestem glodny" i wylatuje. Po chwili wraca z mordka cala we krwi. "Pamietacie to drzewo przed jaskinia?". "Pamietamy". "A ja o nim zapomnialem..."
Wisza 3 nietoperze w jaskini: duzy, sredni i maly. Nagle duzy mowi: "Jestem glodny" i wylatuje z jaskini. Po pewnym czasie wraca - mordka cala we krwi. Pyta: "Pamietacie to miasto za wzgorzem?". "Pamietamy". "Mozecie o nim zapomniec, nikt nie przezyl". Po pewnym czasie sredni mowi "Jestem glodny" i wylatuje z jaskini. Wraca z mordka cala we krwi. "Pamietacie ta wioske za lasem?". "Pamietamy". "To mozecie juz o niej zapomniec, nikt nie przezyl". Nagle najmniejszy mowi "Jestem glodny" i wylatuje. Po chwili wraca z mordka cala we krwi. "Pamietacie to drzewo przed jaskinia?". "Pamietamy". "A ja o nim zapomnialem..."
U lekarza: - Panie doktorze, czy wyleczy mnie pan z bezsennosci? - Tak, ale najpierw trzeba ustalic i zlikwidowac przyczyne. - Lepiej nie. Zona jest bardzo przywiazana do naszego dziecka.
Opisy gg!
CHWDP- chwalcie waszych dobrych polityków(a szczególnie leppera)
everybody pomarańczy były i sie zmyły:PPP
Graj Kotku W to-to a zgadniesz KTO -TO
tampo... i tak cały tydzień!!! życie idzie jak na spidzie=]
kozacy kozacy to my polacy
Hiroszima-1945, Czarnobyl-1986, Windows-1998
tak naprawde to świstak siedzi bo alimentów nie płacił.
ŻycieToMękaMiłośćToSen... AjednakWierzMiŻeKochamCię!!!
...Ty tam, a ja tu...Ty z nią, a ja płacze znów...
Daj mi te noc........
Strefa gracza...!
Joe & Mac: Caveman Ninja Życie jaskiniowca nie należy do najłatwiejszych. Nie dość, że współplemieńcy porozumiewają się za pomocą chrząknięć, wszędzie panoszą się dinozaury, to jeszcze byle głupek może celnym uderzeniem maczugi odbić Ci kobietę. Pół biedy, jeśli w przypadku tego ostatniego, do rękoczynu dopuści się znany Ci jaskiniowiec. Ale co robić, gdy ciemną nocą do osady zapuści się horda zupełnie obcych Ci obdartusów, którzy przy świetle płomieni ogniska porywają wszystko, co ma dwie nogi, nawet największe poczwary? W takim wypadku najlepiej wyruszyć z odsieczą. Jeśli chcesz się przekonać jak wygląda zemsta jaskiniowców za pogwałcenie tradycyjnych kontaktów damsko-męskich, musisz sięgnąć po produkt firmy New World Computing o nazwie Joe & Mac: Caveman Ninja.Crimson Skies Jest rok 1937 historii alternatywnej, Stany Zjednoczone podzielone są na narodowościowe stany, co spowodowane zostało pogłębieniem się Wielkiej Depresji, regionalną prohibicją i izolacjonizmem. Olbrzymie Zeppeliny przemierzają niebo przewożąc zarówno pasażerów jak i towary, napotykając na ciągłe zagrożenie ze strony podniebnych piratów. Bohaterem gry jest Nathan Zachary - jeden z najlepszych piratów powietrznych. Jest on dowódcą eskadry najemników biorących udział w najniebezpieczniejszych misjach, począwszy od porwania supertajnego myśliwca po ratowanie pięknych kobiet.
Wiedza powszechna!
Mistrzowie olimpijscy w łyżwiarstwie figurowym
Łyżwiarstwo figurowe mistrzowie olimpijscy Mistrzowie olimpijscy w łyżwiarstwie figurowym Rok Soliści Kraj Solistki Kraj Pary sportowe Kraj Pary taneczne Kraj 1908 U. Salchow Szwecja M. Syers Wielka Brytania A. Hubler, H. Burger Niemcy 1920 G. Grafström Szwecja M. Julin Szwecja L. Jakobsson, W. Jakobsson Finlandia 1924 G. Grafström Szwecja H. Planck-Szabo Austria H. Engelmann, A. Berger Austria 1928 G. Grafström Szwecja S. Henie Norwegia A. Joly, P. Brunet Francja 1932 K. Schäfer Austria S. Henie Norwegia A. Joly-Brunet, P. Brunet Francja 1936 K. Schäfer Austria S. Henie Norwegia M. Herber, E. Baier Niemcy 1948 R. Button USA B.-A. Scott Kanada M. Lannoy, P. Baugniet Belgia 1952 R. Button USA J. Altwegg Wielka Brytania R. Falk, P. Falk RFN ...rynek,
rynek, ekon. ogół transakcji kupnasprzedaży danego dobra lub czynnika produkcji, zawieranych na pewnym terytorium w określonym czasie. Ceny i ilości sprzedawanych dóbr są określane, przynajmniej częściowo, w wyniku wzajemnego oddziaływania sprzedawców i nabywców tych dóbr. Rynki można podzielić wg branż, np. r. samoch., komputerowy, broni, zbóż itp.; wg kryterium przestrzennego na r.: lokalne (np. r. warzywny w miasteczku), regionalne (np. r. skór baranich na Podtatrzu), krajowe (np. pol. r. samoch.), międzynar. (np. r. pracy Unii Eur.), świat. (np. r. ropy naftowej); wg zmian w czasie na r.: stabilne (obroty nie zmieniają się w czasie), sezonowe (obroty zmieniają się regularnie, np. na r. odzieży zimowej, w turystyce), zwężające się, zanikające (obroty systematycznie zmniejszają się w wyniku postępującego starzenia się moralnego lub techn. wyrobu, np. zanik r. lokomotyw parowych), rozszerzające się, rozwijające się (obroty systematycznie zwiększają się, gdy wpro...
Encyklopedia!
TAJLANDII SZTUKA Sztuka Tajlandii: stupy w dawnej stolicy Ajutthaji
od najdawniejszych czasów mocno związana z religią; najstarsze, rzadkie zabytki pochodzą z czasów państwa Dvaravati (VI-IX w.); wznoszono wówczas stupy, rzeźbiono posągi Buddy; buddyjskie świątynie i stupy powstawały też w królestwie Srivijaya (VIII-XIII w.). W IX-XIII w. terytorium Tajlandii pozostawało pod dominującym wpływem sakralnej sztuki hinduistycznych Khmerów (rzeźby bóstw Siwy i Wisznu, świątynie wieżowe, np. Wat Mahathat w Lop Buri). Właściwa sz.T. ukształtowała się po napływie Tajów (od XIII w.), a jej rozkwit trwał do końca XVII w. Buddyjskie klasztory w Tajlandii tworzą wraz z świątyniami (zw. boty) zwarte, niekiedy duże kompleksy zw. watami; znajdujące się w wacie boty posiadają długą nawę, na końcu której (naprzeciwko gł. wejścia) znajduje się wielostopniowy ołtarz z posągiem Buddy; sufit i wewn. ściany botu pokrywają malowidła wyobrażające sceny religijne i z życia Buddy; kolumny, drzwi i okna zwężają się ku górze; ...POLSKA. MUZYKA LUDOWA Występy zespołu regionalnego w Łopusznej
Waldemar Świerzy, Mazowsze, plakat, 1962
pozostaje w ścisłych związkach z muzyką zach. Słowian (Słowacy, Czesi, Morawianie, Łużyczanie), wykazując także pewne podobieństwa do folkloru muzycznego narodów wsch.- i płd.-słowiańskich (np. Serbów, Macedończyków). Wykopaliska ujawniły istnienie na ziemiach pol. w okresie neolitu instrumentów z grupy prymitywnych membranofonów i idiofonów (bębny gliniane, kołatki, grzechotki); w okresie chrystianizacji plemiona pol. używały już chordofonów smyczkowych i szarpanych (np. prymitywne gęśle odnalezione w okolicach Opola), aerofonów (flety, piszczałki kościane) oraz idiofonów (neolityczne bębny gliniane), które towarzyszyły obrzędom religijnym (świadczą o tym wzmianki w dokumentach kościelnych). Na pocz. XIV w. pojawiają się pierwsze próby dokumentacji materiału melodycznego p.m.l., wpisane w kompozycje dworskie lub mieszczańskie; również pol. muzyka religijna w dość szerokim zakresie wykorzystuje elemen...
Wielka literatura!
nie było, próbowałam myśleć dalej, ale brak papierosa denerwująco mi w tym przeszkadzał. Podniosłam się od stołu i ruszyłam na górę. Mąż chyba tylko na to czekał, bo wszedł do pomieszczenia, zaledwie je opuściłam. Zbliżył się do stołu, zapewne czegoś szukając. Przez sekundę panowała cisza.
- Barbaro!!! - usłyszałam nagle okropny, potężny ryk.
Stan, w jakim się właśnie znalazłam, sprawił, że o mało nie zleciałam ze schodów. Barbary wprawdzie nadal nie kojarzyłam ze sobą, ale ryk wstrząsnął mną niebotycznie. Przez głowę przeleciało mi, że jednak raczej wariat niż fałszywy, i zamarłam w bezruchu, kurczowo uczepiona poręczy. Mąż wystawił głowę zza drzwi.
- Barbaro...!!! - ryknął ponownie i ujrzawszy mnie tuż obok, przyciszył nieco głos, w którym dźwięczało pełne emocji ożywienie. - Słuchaj, to znakomite! Świetny wzór! Natychmiast zacznij to robić!
Udało mi się odzyskać dech i zdolność mowy.
- Zaraz - powiedziałam słabo na wszelki wypadek, nie mając pojęcia, o co mu chodzi. - Przyniosę sobi
jakby oprzytomniał i przestał się bać.
- Wszystko jedno. Którędy chcesz.
- Ja w ogolę nie chcę. To ty chcesz. Proszę, którą drogą?
Popatrzył na mnie dziwnie, popukał się palcem w czoło westchnął i uczynił gest brodą.
- W lewo. I na prawo. Nie wiem, jak tu można znaleźć inną drogę, jest tylko jedna...
Warsztat wulkanizacyjny pojawił się przede mną, Ziemiański powinien być obok. Mignęło mi w głowie nagłe odkrycie, nareszcie zrozumiałam, skąd bierze się niepojęte powodzenie idiotycznej imprezy i ślepota męża, który nie poznaje własnej żony. Ta Basieńka rzeczywiście przyzwyczaiła go do wszelkich bredni i wygłupów i zastępować ją można w dowolny sposób, byle tylko zachować zewnętrzne podobieństwo. Rzeczywiście, nic go z mojej strony nie zdziwi...
Zatrzymałam się, mąż sięgnął do tyłu po rulon i wysiadł, każąc mi zaczekać. Wszedł na podwórze, przed którym akurat stałam, co wskazywało, że podjechałam dokładnie pod Ziemiańskiego, sama o tym nie wiedząc. Taksówka z pijakiem w środku wyprzedziła
ia, zawracania i wyjeżdżania, wyglądającej sucho, zachęcająco i niewinnie. Nabrałam się na te złudne pozory, pętelka okazała się bagnem do topienia krów i zabuksowałam się w niej na amen.
Powinnam była zapewne zatrzymać kogoś na szosie i wezwać pomocy, ale tak proste rozwiązanie sprawy jakoś mi nie zaświtało. Z pomysłów, które mi wówczas przyszły do głowy, jeden był szczególnie celny, mianowicie: zaczekać do lata, aż to wszystko wyschnie i stwardnieje, i dopiero wtedy wyjechać. Ocena pomysłu sprawiła, że zamiast postępować rozsądnie, wpadłam w zaciętą furię, zgarnęłam pod koła połowę poszycia leśnego i w końcu wydostałam się z tego bagna tyłem, z rykiem nie gorszym niż topiącej się krowy. Samochód był już dość stary i zużyty, nie wytrzymał szaleństwa i w okolicy Mławy rozleciał się w drobne kawałki. Nie zewnętrznie, oczywiście, tylko gdzieś tam w środku, w silniku.
Dojechałam do Warszawy na holu, odstawiłam wehikuł do remontu i zaczęłam się posługiwać komunikacją miejską, głównie pospi
|